Skip to main content

Czwartek 28 maja 2026. Jadę z Warszawy do Karpacza pociągiem, bo spodziewam się tłumu na parkingu hotelowym. Taxi podwozi mnie pod Hotel Gołębiewski, który zachwyca projektem architektonicznym, zadbanym otoczeniem oraz widokiem na góry, obejmujące tę pinezkę na mapie Karpacza.

Mam bilet VIP, więc dostaję samodzielny pokój na siódmym piętrze, z dużym balkonem, z którego jestem prawieże na wysokości podania sobie dłoni z panoramą gór. Zatem robię to: witam przyrodę, która tworzy piękne i wspierające tło dla wszystkiego, co wydarzy się dla mnie w ten weekend. Kłaniam się nisko energii luksusu w pokoju, gdzie wszystko dopięte na ostatni guzik wita mnie i mówi: rozgość się. Czekaliśmy na Ciebie. Rozsmakuj się w obfitości cudowności i niech przenika Ciebie i Twoje życie codziennie.

Dziękuję przestrzeni fizycznej za to, że jest, że może mnie chronić, dawać ukojenie i odpoczynek, ogarniać moją własną, osobistą przestrzeń.

Wychodzę z pokoju poznać hotel, uliczki i sale konferencyjne, a jest tego sporo na kilku piętrach, więc jest co eksplorować. Ludzie chodzą, rozglądają się, zagadują, witają licznymi uśmiechami, uściskami dłoni i przytulasami.

Przy sali, gdzie odbywa się już pierwszy, przedkonferencyjny, moderowany networking, spotykam Leszka Janczewskiego, właściciela Kancelarii Prawnej Fortis z Katowic i mojego przyjaciela, którego poznałam na wydarzeniu regionalnym społeczności Klubu Przedsiębiorczości kilka lat temu. Rozmawiamy w końcu na żywo, bo przez to, że żyję w Hiszpanii, mamy kontakt głównie telefoniczny. Kancelaria Leszka całkiem niedawno pomogła mi w pewnej sprawie w mojej fundacji.

Wchodzę do sali i przyłączam się do networkingu. Poznaję tam kilka osób, z którymi wymieniam się kontaktami, ponieważ widzę, jak bardzo jest nam ze sobą po drodze. Widzę wspólne mianowniki nie tylko w naszych działalnościach, ale też w wartościach, które im przyświecają. Od razu łapię flow z Dominiką Hapek od marki Polki w biznesie, a ja przecież współtworzę inicjatywy w ramach PolkiwHiszpanii.com, i pracowałam kiedyś ze skazanymi w zakładach karnych, i kobiece kręgi to moja przestrzeń od nastu lat…

Są jeszcze dwie inne osoby, z którymi rozmawiam wstępnie o tym, co wydaje się być naszym wspólnym mianownikiem.

Wychodzę z sali i wita mnie Grzegorz Mieszkalski, z którym łączy mnie miasto pochodzenia. Znamy się również ze społeczności Klubu Przedsiębiorczości i z każdym kolejnym spotkaniem biznesowym nasza koleżeńska relacja pogłębia się i inspiruje nas oboje. Nie mamy póki co pomostu zawodowego między sobą, bo ja buduję wspólnoty, a Grzegorz serwisuje elektrownie wiatrowe, natomiast możliwość bycia razem w osobistym koleżeńskim kontakcie na takim wydarzeniu jak Wall Street, gdzie jest prawie dwa tysiące nowych twarzy, to ogromne wsparcie! Szczególnie jest ono dla mnie ważne jako kobiety, ponieważ moja energia jest całkiem delikatna, a natężenie męskiej mocy tu bywa dla mnie przytłaczające. Życzliwe objęcie przez znane męskie ramiona działa na mnie jak rama, która pozwala mi nie zgubić siebie i pozostać w kwiecistej, lekkiej i radosnej postawie, otwartej na nowe relacje – bo właśnie po to tu przyjechałam!

Wieczór mija na kolejnej rozmowie od serca z Leszkiem…

Piątek, pierwszy dzień Konferencji, rozpoczynam śniadaniem w restauracji hotelowej, gdzie osoby obsługujące są uśmiechnięte i niezwykle uprzejme. Zaczynają się pierwsze wykłady i panele dyskusyjne, ale ja jestem umówiona na konsultację z Witoldem Kowalskim i szukam go w labiryntach hotelu. W końcu przedstawiciele Klubu Przedsiębiorczości pomagają mi tam dotrzeć. Sama konsultacja poszerza mi perspektywę na rozwój mojego projektu społecznego pt. Dom Mocy. Wstępnie, chcąc tworzyć te właśnie miejsca odosobnienia i nauki budowania zdrowej wspólnoty na całym świecie, nastawiałam się na zakup nieruchomości, a Witold podpowiedział mi, że dokładnie tę samą ideę współtworzenia wspólnoty zrealizuję, nawiązując partnerstwa z osobami, które już takie nieruchomości posiadają. To nagle otworzyło mój umysł i… praktycznie nieograniczone możliwości.

Kolejne spotkania z przedsiębiorcami i inwestorami podczas Wall Street tak właśnie wyglądają: nawiązuję wstępne partnerstwa z osobami i podmiotami z różnych lokalizacji w Polsce i zagranicą. Jak się okazuje, mój projekt, w którym jestem specjalistką od tworzenia relacji i więzi zarówno domowych i osobistych, jak i zawodowych, zespołowych, spotyka się z bardzo entuzjastycznym zainteresowaniem wśród osób, które mają zaplecza fizyczne i poszukują wypełnienia ich właśnie taką inicjatywą, wokół której kręci się całe moje obecne życie.

Doświadczanie tych wstępnych umów z moimi przyszłymi partnerami napełnia mnie niesamowitą energią i czuję zalewającą mnie obfitość do tego stopnia, że kompletnie nie mogę w nocy spać.

Kilka lat temu bywałam na spotkaniach Klubu Przedsiębiorczości, ale wtedy nie byłam jeszcze gotowa korzystać z pełni jego potencjału. Rozglądałam się raczej za klientami dla swojej działalności, bo jeszcze byłam w drodze do swojej wolności i nie rozumiałam, na czym najbardziej warto stawiać fundamenty swoich organizacji czy projektów. Wiedziałam to w teorii – że relacje, że ludzie, że partnerstwa – ale jeszcze nie za bardzo umiałam te partnerstwa nawiązywać. Bardziej odnajdowałam się w relacjach skośnych niż partnerskich, a więc takich, w których to ja byłam szefową dla zespołu, usługodawcą dla klientów lub uczennicą dla nauczycieli i mentorów. Dzisiaj, kiedy nieco bardziej dojrzałam do swojej własnej autonomii, jestem gotowa budować systemy, a tych nie da się stworzyć samodzielnie lub w skośnych układach. Tu potrzeba autonomicznych, dojrzałych i odpowiedzialnych partnerów! Poza tym, jestem całkowicie oddana wartościom wspólnotowym i turkusowym, takim jak zaufanie, autentyczność, współodpowiedzialność, wolność, partnerski dialog, spłaszczone struktury. Podstawowym założeniem tutaj jest to, że każdy z nas jest równie ważny, a nasze kompetencje i zasoby są komplementarne. Natomiast warunkiem powodzenia jest właśnie osobista autonomia, wolność wewnętrzna i wysoki poziom samoświadomości. Wbrew pozorom nie jest to łatwy stan do osiągnięcia, wymaga mnóstwa pracy nad sobą. Kiedy jednak nauczymy się już ze sobą współpracować w taki sposób (a właśnie to trenujemy w Domu Mocy w Águilas), to dochodzi do pomnożenia naszych zasobów, co daje nam ostatecznie nową wartość, większą niż ta, którą osiągamy samodzielnie.

Wspominam o tym wszystkim dlatego, że uważam, iż dobrze rozpoznana własna motywacja do udziału w takim evencie jak Wall Street, oraz wartości, na których chcemy budować relacje i swoje organizacje, są naprawdę kluczowe i wyznaczają kierunek tego, co może się wydarzyć podczas tak obfitego w możliwości weekendu.

W piątek i sobotę odbywam wiele rozmów networkingowych z pojedynczymi osobami, jak również tych moderowanych przy okrągłych stołach. Nie korzystam z tych licznych panelów dyskusyjnych i wykładów, ponieważ moją osobistą motywacją są właśnie konkretne relacje i owocne umowy o współpracy. Od innych uczestników wykładów i debat słyszę, że są one pełne wartościowej treści, inspiracji i merytorycznych wskazówek.

W sobotę zamieniam kilka zdań z Adamem Przemykiem, współwłaścicielem Klubu Przedsiębiorczości, który mówi mi, jak ważny jest dla niego sport – nocny mecz koszykówki pozwolił mu zresetować się i nabrać energii do drugiej połowy konferencji. Szczerze przyznaję, że jestem pod wrażeniem mocy zarządu Klubu, który potrafi utrzymać energetyczną przestrzeń dla dwóch tysięcy ludzi!! Wspieram ich w tym całym moim sercem i kocham baaardzo! Adam kieruje mnie do swojego wspólnika, Wojtka Matusznego, z którym łapię niesamowite flow. Okazuje się, że z dalszym rozwojem Narusy Leśnej Przystani jest nam bardzo po drodze i od razu ustalamy szczegóły współpracy z Domem Mocy.

Wieczorna gala jest uroczystym wydarzeniem świętującym 30-lecie Wall Street i to jest ogromny zaszczyt uczestniczyć w niej z ludźmi, którzy wyznaczają trendy polskiej gospodarki. Od tego zacnego grona można naprawdę wiele się nauczyć!

W pewnym momencie czuję przypływ takiego poruszenia, że zaczynają płynąć łzy po moich policzkach. Znowu moja kobieca, delikatna natura, zabiera głos wśród tej męskiej energii pomnożonej do potęgi entej. I znowu sięgam po objęcie od znajomego mężczyzny, który pomaga mi na chwilę się rozlać, a potem zebrać do kupy. To bardzo osobiste doświadczenie, ale opowiadam o nim z radością, ponieważ dzisiaj już wiem, jak budować system na kobiecy sposób, nie przebierając się za faceta i nie wchodząc w męską energię, która jest dla kobiet zbyt kosztowna i wyczerpująca, bo niezgodna z ich naturą.

Część soboty spędzam nad stawem, patrząc na rybki, które nieco oczyszczają mnie od nadmiaru bodźców, jak również w pokoju na balkonie, ponieważ potrzebuję już regeneracji. Wieczór uracza nas śmiechem od kabaretu z Zielonej Góry, miasta, w którym studiowałam i spędziłam pierwszych naście lat dorosłego życia. A więc znowu niespodziewana wartość sentymentalna…

W międzyczasie poznaję niezliczoną ilość przedsiębiorców, z niektórymi mam sporo wspólnego. W VIP-roomie rozmawiam również z Danielem Kubachem, który prezentuje zupełnie daleki od mojego poziom biznesowy, co pokazuje, jakie bogactwo zapewnia Wall Street. Nocami tańce organizuje sam hotel, a więc jeszcze trochę mam zabawy w całej tej konferencyjnej przygodzie.

Niedzielne przedpołudnie upływa na domykaniu umów, pożegnalnych uściskach, refleksji nad znaczącym poszerzeniem sieci kontaktów, wsparcia i współpracy. Wow. Jestem nakarmiona po brzegi. Szczęśliwa.

Z Karpacza jadę do Krakowa z Piotrem Sobota, w zorganizowaniu podwózki pomaga mi Andrzej Bajko, najbardziej zaangażowany współpracownik Klubu Przedsiębiorczości, z jakim mam do czynienia. Z Piotrem, który jest dystrybutorem (z firmy Mor-wa) najlepszych zegarków na świecie, mamy pasjonującą rozmowę przez całe cztery godziny drogi. Aż chciałoby się jechać dalej i dalej, na zupełny koniec świata…

A teraz piszę ten artykuł w podróży pociągiem z Kamiannej (okolice Nowego Sącza), gdzie odwiedziłam Renatę Stelmach i jej partnera Marka Padło z Miodowej Kliniki, poznanych podczas minionego weekendu. Ich obiekt to Światowe Centrum Apiterapii, znajdujące się pośrodku niczego, z widokami zapierającymi dech w piersiach, gdzie może przebywać naraz kilkadziesiąt osób – to już jedna z przestrzeni polskich Domów Mocy…

Reasumując, obfitość wydarzeń na tegorocznym Wall Street mogła zadowolić każdego, nawet najbardziej kapryśnego przedsiębiorcę. Z mnogości opcji można było wybrać dokładnie to, czego kto potrzebował. Ja wyjechałam stamtąd tak nakarmiona, że teraz potrzebuję przynajmniej tygodnia, żeby to wszystko strawić i zintegrować. A konkretne partnerstwa, które z tego wynikły, przerosły moje najśmielsze marzenia.

Kiedy otwierałam Fundację w 2020 roku, miałam taką wizję: zobaczyłam mapę świata, a na niej świecące punkciki w wielu miejscach na większości kontynentów. Nie wiedziałam wtedy, co to jest, ale teraz już wiem. To Domy Mocy, które powstaną. Pierwszy jest już na kryształowym wybrzeżu Águilas w Hiszpanii, a kolejne powstają w tym roku w Polsce, w dużym stopniu dzięki tegorocznej, jubileuszowej edycji Wall Street!

Jestem za to ogromnie wdzięczna organizatorom tego wydarzenia, Stowarzyszeniu Inwestorów Indywidualnych oraz Klubowi Przedsiębiorczości.

Gracjana Pawlak

Leave a Reply